Artysta szczytuje dwa razy…
…kiedy pierwszy raz pojawia się w masowej świadomości i kiedy umiera. Nigdy nie byłem wielkim entuzjastą tego rodzaju poetyki, trafiała do mnie raczej na wyrywki (jak choćby ten “szczęśliwa połknęłam gwiazdę”), ale o gustach się nie dyskutuje.
Potrafię docenić czyjś kunszt, mimo iż nie uderzył w odpowiedni dla mnie ton lub cymbał. Dziwi mnie cały czas, to bardzo naiwne zdziwienie, bo powtarza się za każdym razem, więc dziwi ten trend i skok słupków rozpoznawalności, kiedy już człowieka poznać osobiście nie będzie można. Nagle wszyscy w Polsce czytają poezję. Nagle nikomu obca nie jest metafora.
Wyrzucają z siebie całe wiersze lub ich fragmenty jakby znali je od zawsze. A ze sztuk wszystkich chyba najbliższa na co dzień takim lawinom jest - artystatyka - dziedzina sztuki polegająca na “nicnierobieniu”; dzieli się na artremię i leżenie artystyczne. Pierwsza odbywa się w trakcie snu prawidłowego, druga przy włączonym telewizorze. No to wszyscy jesteśmy artystami, kiedy śpimy lub oglądamy telewizję.

